Każdy posiadacz samochodu wie, ze czasem zdarzają się sytuacje w których trzeba poświecić w komorze silnika. Nam też się to zdarza i dobrym pomysłem jest użycie latarki czołowej. Jednak w praktyce taka nie zawsze jest pod reką, bo została w domu, albo trzeba jej szukac na dnie plecaka. Postanowiliśmy znaleźć radę i na to: oto lampka montowana niegdyś najprawdopodobniej w samochodach Lublin. Ma same zalety bo jest prosta, wytrzymała i posiada możliwość ustawienia kierunku światła. Postanowiliśmy zamontować ją w komorze silnika Fiata 126p.
Sprawa bardzo prosta. Wystarczy jeden przewód ze wsówką do podłączenia "plusa", dwa wkręty i gotowe. Plus wpinamy pod alternator, co daje możliwość włączenia światła również przy wyłączonym zapłonie. Jeśli jesteście zapominalscy i chcecie zabezpieczyć się przed ryzykiem rozładowania akumulatora polecamy podpięcie na przykład pod przewód tylnych świateł.
Dzień dobry Państwu, dzisiaj kilka zdjeć z zapowiadanego od dawna uszczelnienia silnika po tym jak spierdolili robotę w tym serwisie, po awarii kilka kilometrów przed Lublinem. Zima była słaba, a i tak maluch całą przestał pod dachem. Dobrze, należało mu się bo teraz bedzie dużo jezdził. Kilka dni temu zakonczylismy robote przy silniku. Parę rzeczy wyszło.
Okazało się, że Serwis Koncki w Radoniowie, gdzie silnik poprzednio wymieniano zapomniał o kilku ważnych rzeczach, zobaczcie jakich. Zdecydowanie nie polecam tej firmy.
● Z 7 śrub mocujących silnik, uzyto tylko 4! Reszty po prostu nie wkręcono.
A i tak niektóre były niedokręcone, a inne przekręcone aż do pozrywania gwintu. ● Nie dokręcono kabli na rozruszniku! W głowie się to nie mieści, ale były one tylko załozone na śrube luźno bez żadnej nakrętki. ● Podczas wymiany rozrządu załozono dekiel bez uszczelki, jedynie z resztkami starej tylko na połowie obwodu, co równiez powodowało wycieki oleju. ● Mimo, że zostawiłem w aucie własny, nowy olej, wlano do silnika inny zmuszając mnie do zapłaty za niego. ● Do silnika załozono stary, brudny filtr powietrza, mimo, ze był do dyspozycji inny w dobrym stanie:
Pomijając ten szczegóły, przyszedł czas na wymiane uszczelnień. Najpierw simering wału przy kole zamachowym. Po zdjeciu koła okazało sie ze w srodku jest pełno błota z olejem:
Po simeringu czas na wymiane uszczelki miski olejowej. Była w kiepskim stanie a oczyszczenie jej pozostałosci zajęło godzinę. Co ciekawe okazało się ze w oleju było wiele zanieczyszczen:
A tak wyglądał wentylator chłodzenia w poprzednim silniku. Stracił wszystkie blaszki, które powbijały się kanał chłodzenia miski olejowej:
Wymiana simeringu na wale z tyłu, upewniamy sie ze nie oszukano przy wymianie rozrządu i zakładamy nową uszczelkę w miejsce prawie nieistniejącej:
Standardowo wymieniamy też uszczelkę głowicy, klawiatury i wszystkie 10 uszczelek osłon popychaczy. A pod blachami niespodzianka: znaleźliśmy .. błoto i trawę Przy najbliższej okazji trzeba zapytac poprzedniego własciciela silnika jak udało się tam umieścić trawę.
Po ustawieniu zaworów sprawdzamy działanie alternatora. Działa poprawnie, ale łożyska lekko szumią. Wymieniamy alternator. Kiedy go zdjęliśmy, okazało się ze i w tym silniku własnie rozpadł się wentylator, tyle że łopatkkom nic się nie stało, a wyleciał krążek w miejscu mocowania. O tak:
Tym samym okazuje się, ze trzeba postarać sie o nowe śmigiełko. Zamawiamy "niby" oryginalne, za 102 zł.
Przy demontażu osłon wentylatora okazuje się ze tam też jest trawa i błoto. Czyścimy, montujemy, zakładamy nowy tłumik wraz z obejmami i kompletem uszczelek i montujemy silnik.
Po złozeniu wszytkiego tak jak trzeba mierzymy sprężanie silnika. Norma dla Fiata 126p to nie mniej niż 7 atmosfer. Nam wyszło 8 na samym oleju, bez stosowania żadnych "doktórów":
Po dokonaniu pomiaru odpalamy maszynę. Jak widać trzeba chwilę pokręcić zanim pobierze paliwo do pustych przewodów.
Łozyska od strony pasażera dostały w dupę po około 2000 km, najprawdopodobniej ze względu na niepoluzowanie nakrętki podczas poprzedniej wymiany w serwisie.
Wymiana 22 marca 2014 przy stanie licznika 86511 km.
Podczas demontazu silnika celem uszczelnienia okazało się, że podczas jego wcześniejszego montażu (czytaj całość) firma Koncki Zbigniew Zakład Usługowo-Handlowy w Radoniowie oprócz wyjątkowo lekceważącego stosunku do klienta nie potrafi nawet prawidłowo zamontowac silnika. Wiele śrub było wkręconych tylko na 2, 3 obroty a inne wkręcane w złych miejscach i dokręcane zbyt mocno aż do uszkodzenia. Nie podłączono też oświetlenia tablicy rejestracyjnej i światła biegu wstecznego.
Praca "fachowców" tej firmy to sabotaż, a zapłacone pienieniądze zostały wyrzucone w błoto.
Ale do rzeczy: sami przystępujemy do przeglądu i uszczelnienia silnika. Na początek demonaż i mycie. Zobaczcie jak wyglądał gdy odebrałem Malucha z firmy "Koncki":
Po myciu zaczyna byc widać trochę więcej:
Teraz bierzemy się za wymianę uszczelek pod głowicą i pokrywą zaworów... CDN
Tym razem po to, żeby ostatecznie zabrać Malucha z niegodnego polecenia serwisu. Jesli mają taki problem z jego naprawą, to jakim cudem zajmują się innymi, bardziej skomplikowanymi samochodami? na szczęscie to już nie moj problem. Nie mam czasu na czekanie, ani pieniędzy żeby płacic drugi raz za coś, co powinno zostać sprawdzone od razu.
W ciagu kilku najbliższych dni, sam wezme sie za to co miało zostać zrobione przez profesjonalistow. Spodziewajcie sie fotorelacji na temat uszczelnień silnika :)
Zupełnie przejazdem, ponieważ nie doczekałem się obiecanego telefonu "na początku tygodnia"..
Dowiedziałem się od mechanika, ze z silnika cieknie olej i należy wymienić uszczelnienie. (Sam o tym wiem). Nie wie jednak, dlaczego miga lampka ładowania akumulatora. "Czeba bedzie paczeć" -taką opinie wydał i odesłał do szefa celem uzgodnienia kosztów.
Szef nie miał problemów z kalkulacją: 150 -powiedział. Bo silnik musimy wyjąć i włożyć.
Nie wziął pod uwagę ze ten silnik już był na wierzchu, i nawet nie sprawdzono stanu jego uszczelnienia przed montażem. Nie został nawet umyty, choć "no mogliśmy" jak przyznał we wcześniejszej rozmowie.
Wczoraj w sobotę, 23 listopada pojechałem do serwisu sprawdzić postępy prac. Pytam obecnych w garażu mechaników:
-co z tym maluchem?
-podobno jest na chodzie!
Zdjecie archiwalne. Zima 2012/2013
... w końcu udało sie dotrzeć do faceta, ktory ma sie nim zająć. Okazało sie ze nie ma czasu, ale obiecał ze w tygodniu (czyli miedzy 25 a 30 listopada) do niego zajrzy. Zapewniał nawet ze na początku tygodnia. Zapytał tylko "co się z nim dzieje". Sprawiał wrażenie, ze nie wie dlaczego ten samochód u nich jest i co mu dolega.. Miałem wrażenie jakbym był tam pierwszy raz. Jakby wtorkowa rozmowa z szefem tylko mi sie śniła.
Pojechałem do warsztatu opowiedziałem: ze silnik cieknie, ze kontrolka świeci, ze chciałbym, żeby to było zrobione na cacy i jakie będą koszty. Dowiedziałem się, ze być może żadne. Szef warsztatu obiecał wszystko dokładnie sprawdzić i poinformować w najbliższym czasie co i ewentualnie za ile trzeba będzie zrobić. Czekamy.
Po dostarczeniu malucha do warsztatu 8 listopada i wymianie silnika w sobotę 16 listopada nadal stoimy w garażu...
Usługa wykonana, forsa zapłacona ale maluch nie nadaje się do jazdy..
Świeci kontrolka ładownia. Dzwonię z pytaniem dlaczego? firma "nie wie". Właściciel firmy twierdzi, ze nie jest elektrykiem... Gdy dojechałem do garażu (3 km), pod spodem plama oleju. Po interwencji telefonicznej dowiedziałem się, ze powinienem przyjechać jeszcze raz, aby panowie w warsztacie zobaczyli "co się dzieje".
W otworach świec brak gumowych uszczelek, nie pamiętano żeby je przełożyć ze starego silnika.
Na dodatek wyłudzono ode mnie dodatkowe pieniądze pod pretekstem wymiany oleju, którego 5 litrów zostawiłem wraz z samochodem i poinformowałem o tym, ale panowie mechanicy stwierdzili ze "nie znaleźli, bo nie otwierali bagażnika". Na razie nie piszę, jaka to firma i gdzie się znajduje, choć uważam ze powinienem przed nią ostrzec przyszłych, nieświadomych klientów...
Dzisiaj po południu tam jadę. Jestem bardzo ciekawy co powiedzą panowie fachowcy.
Niebawem poinformuje o przebiegu tej konsultacji...
W piątek 8 listopada kilka minut po pierwszej w nocy, 12 kilometrów przed Lublinem (na trasie Jelenia Góra Lublin) zdarzyła się awaria. Uszkodził się wentylator chłodzący silnik, w związku z czym nie miałem możliwości kontynuowania podroży maluchem. Aby jechać dalej, zamówiłem sobie auto z wypożyczalni, a malucha odesłałem lawetą warsztatu naprawczego w pobliżu domu. Nie wiem którędy dokładnie był wieziony, ale przebył na lawecie około 600 kilometrów i stoi obecnie w miejscu widocznym na zdjęciu w oczekiwaniu na naprawę.
Trzy najlepsze zdjęcia jakie udało mi się zrobić podczas trasy z Jeleniej Góry do Lublina w czwartek 7 listopada. Mało było czasu na robienie zdjęć, ciemno a podroż zakończyła się awarią układu chłodzącego silnika po przejechaniu 547 kilometrów w miejscowości Jastków, 12 kilometrów przed celem.
Każdemu może się zdarzyć, że nie wróci do domu o własnych siłach :) Choć najczęsciej zdarza się to po imprezie, tutaj było inaczej.
Sylwestrowy wieczór około 19:00. Odjazd na lawecie po urwaniu ucha wahacza.
Modyfikacja ma na celu wymuszenie przebiegu ciepłego powietrza chłodzącego silnik do wnętrza.
Podstawowym elementem projektu jest wentylator przetłaczający gorące powietrze z wylotu obudowy termostatu do tunelu łączącego komorę silnika z wnętrzem.
W efekcie uzyskałem możliwość skierowania silnego strumienia ciepłego powietrza na szybę przednią niemal tuż po uruchomieniu silnika, co znacząco skraca czas jej odmrażania i odparowywania.